Fikcyjność zdarzeń połączona z wyostrzonymi i posiadanymi cechami charakteru

niedziela, 18 marca 2012

Maria zawsze chciała zostać sprzedawczynią. Jej marzenia zaczęły się spełńiać, gdy zatrudniła się w sieciowym sklepie.  Już w pierwszych tygodniach pracy Maria zrobiła dobre wraźenie na szefach i awansowała na pomocnika osoby małofunkcyjnej. Przez kolejne lata pnęa się po szczeblach kariery znanego sieciowego sklepu, zaspakajając swoje ambicje. Dziś jednak było inaczej. Przyszła do zakładu i poczuła, że minęła się z powołaniem. Rzuciła pracę, położyła się na łące, zamieniając się w fabrykę witaminy D. 

czwartek, 23 lutego 2012

Ciężko jest pisać, gdy człowiek zdaje sobie sprawę, że nie potrafi tego dobrze robić, kiedy każdy niezauważony na czas błąd stylistyczny, czy logiczny boli tak samo, jak przypomnienie sobie o zaległej, niedokończonej sprawie. Poprawiać można cały czas dane zdania, rozdziały, czy wersy, ale i tak zawsze będzie jakiś nie zapięty guzik. Idzie wiosna, zatem pora rozpiąć swój płaszcz, dać oczom i uszom niezbędne akcesoria i zostawić je ze swoimi ulubionymi zabawkami.

sobota, 11 lutego 2012

Chodem

Zdenerwowana wysiadłam z autobusu. Wszystkie rzeczy, które bulwersują przeciętnego człowieka miały w nim miejsce. Starsze panie narzekały na swoje zużyte narządy, młodzież przekrzykiwała się dumnie używając wulgaryzmów. Wszedł bezdomny prosząc o dwa złote roznosząc za darmo zapach swoich ubrań, a do tego wszystkiego straszny korek na ulicy brzozowej. Żadne z powyższych zdarzeń mi nie przeszkadzało. Szukam weny, więc we wszystkim widzę inspirację. Miałam nadzieję, że coś jeszcze się wydarzy, dzięki czemu nie musiałbym kłamać pisząc. Walczę w ten sposób również ze swoją polską naturą malkontenta. Zauważyłam brak mojego portfela, w którym jak każdy odpowiedzialny człowiek miałam wszystkie dokumenty, resztkę wypłaty za nieuczciwą pracę oraz drobne prezenty od najbliższych. Byłam pewna, że nikt mi go nie ukradł, gdyż za często sama gubię swoje rzeczy. Oczywiście wykorzystałam wszelkie rady, których z pewnością udzieliłaby mi moja mama. Przypomniałam sobie kiedy ostatni raz go widziałam oraz gdzie ostatni raz coś kupowałam. Doszłam do wniosku, że zostawiłam go u koleżanki i to był prawdziwy powód mojego zdenerwowania, bo tak bardzo mi się nie chciało wracać… Tłumaczyłam sobie, że może być fajnie w autobusie, że może i tym razem wejdzie jakiś śmierdziel, albo jakieś stare złe małżeństwo się pokłuci dając mi powód do ściągnięcia słuchawek, ale po prostu cholernie mi się nie chciało już jeszcze raz przebywać w dniu dzisiejszym tej samej drogi. Zaplanowałam sobie szybko dwa najbliższe dni i stwierdziłam, że podejdę do niej jutro. Nie chciałam do niej dzwonić, by upewnić się czy moje sugestie są słuszne. Miałam wrażenie, że jak dotknę swój telefon to zacznie mi płonąć ręka, zatem zostawiłam tę sprawę taką jaką sobie była ruszając w stronę swojej samotni. Dotarłam. Zrobiłam herbatę, włączyłam komputer, kliknęłam kilkakrotnie F5 i zaczęłam dokładnie patrzeć w jeden obrany punkt zastanawiając się po co mi wena, skoro mi się nic nie chce. Po jakiś dwóch godzinach straty ocknęłam się dzięki wyrzutom sumienia związanych z marnowaniem czasu i przeniosłam się na łóżko, by móc teraz bezkarnie się położyć, gdyż między wykonaniem tych czynności rozbolał mnie brzuch. Nie łatwo jest być ambitnym leniem ze skłonnościami do przesady… Całe szczęście, że jutro jadę do Peru… Odpocznę przynajmniej... Zasnęłam… Obudziłam się oczywiście w środku nocy przez przyjaciół (tych od sumienia). Zmuszona byłam wstać i zrobić coś przydatnego. Wstałam, włączyłam komputer i napisałam czwarty rozdział książki. Zadowolona z się położyłam się spać, by rano mieć siłę pójść do nieuczciwej pracy, bo Peru było tylko ładną bajką na dobranoc.

piątek, 10 lutego 2012

Byłam w Indiach, byłam w Peru, ale wróciłam, bo palec mnie rozbolał od tarcia...

czwartek, 9 lutego 2012

Byłam dziś w kinie. Miałyśmy z mamą nadzieję, że nie będzie dużo ludzi na seansie i w spokoju obejrzymy film. Nie chodziło nam o liczbę osób, lecz o ilość popcornu, który przynosi masa. Nie będę tu opisywać trzykrotnej zmiany foteli spowodowanej lękiem przed udeszeniem się i brakiem koncentracji. Jak tak obtoczą Cię konsumenci prażonej kukurydzy to jesteś trupem w pół godziny. Gorsze są tylko chrupki kukurydziane obtoczone dymem papierosowym. Ten zapach irytuje nawet taką ostoję spokoju i mistrza tolerancji jak ja. Swoją drogą film "Rzeź" nie urzekł mnie jakoś specjalnie, pomysł fajny, scenariusz też, ale wolałabym obejrzeć tę fabułę w teatrze. 

wtorek, 7 lutego 2012

Mój entuzjazm się trochę powiększył... Wstałam wczoraj dość szybko z łóżka, choć wcale nie musiałam, bo przecież nic by się takiego strasznego nie stało, gdybym nie przyszła do pracy, czy nie załatwiła kilku pilnych spraw zaplanowanych na wczoraj. Tym bardziej jestem z siebie dumna, że nie zbagatelizowałam tych drobnych obowiązków i ruszyłam na podbój świata, nakręcając się pozytywnie muzyką i książką, którą miałam zamiar poczytać jak tylko wsiądę do autobusu. Cicha nadzieja też przy mnie była, mówiąc mi, że nie chce spotkać żadnego mojego znajomego. Widocznie czuła, że to będzie iście introwertyczny dzień. Nie chcąc jej rozczarować włożyłam niezbędne atrybuty uniemożliwiające identyfikacje mojej osoby. Udało się. Przemknęłam przez miasto docierając do pracy nierozpoznana. Przebrałam się jak należy i wchodząc na salę sprzedażową poczułam nieodpartą chęć gadania. Byłam chętna na wszystkie spotkania towarzyskie jakie mi zaproponowano. Miałam wrażenie, że interesuje mnie nawet fabuła nowego serialu emitowanym w polsacie i tak gadałam z 12 godzin, chłodząc co chwilę gardło wysuszającą herbatą. Na szczęście wpadnięcie w skrajność przyniosło pewien pozytyw. Znalazłam wraz z współwórcą inspirację, która będzie towarzyszyła nam w środowym jam session. Skrajność ma zdecydowanie błędną reputację.